Zbliża się koniec dziesięcioletniej kadencji Quasi Prezydenta Andrzeja Dudy. Dzięki Bogu, że to już koniec jego kadencji, kadencji „ Długopisa vel Dudusia”. Tak w rzeczywistości przedstawiciela pisiorów, który dla zmyłki nazywał siebie, dla jaj, „prezydentem wszystkich Polaków”. Faktem bezspornym jest, że jego quasi prezydentura nic dobrego nie wniosła nic dobrego, a wręcz zaszkodziła państwu, po przejęciu władzy przez Koalicję Obywatelska po reżimie i dyktaturze Prawa i Sprawiedliwości Jaro Kaczego wraz z Solidarną Polską „Zera”, jak go celnie nazwał były Premier Leszek Miller. Nie chcę wyliczać jego sławetnych osiągnięć w postaci vetowania, bądź kierowania do niemającego umocowania prawnego, wręcz bezprawnego, według orzeczenia Trybunału UE, ustaw zmierzających do naprawienia zniszczonego systemu prawnego. Żeby było zabawniej, to jednego pisowskiego prezyden...
Nim człowiek obejrzał się, już minęło pierwsze półrocze. Zdaje się, że jakby wczoraj strzelały korki szampana, a tu zaczynamy nowe półrocze 2025 anno domini. Zauważyć należy, że drugi kwartał owocny był w wydarzenia. A była to kampania wyborcza na gospodarza pałacu prezydenta, no i dwie tury wyborów. W pierwszej mieliśmy aż czternaście kandydatek i kandydatów chętnych do fotela prezydenta. Kogo tam nie było; Nowacki robiący za kandydata obywatelskiego a wystawiony jako kandydat pisiorów przez Jaro Kaczego, Rafał Trzaskowski z koalicji 15 Października, Blejat i Zonenberg z dwóch lewic, Mentzen z Konfederacji, Szymon Hołownia, Senyszyn, z czerwonymi koralami, jako wolny strzelec i inni mało znaczący. Niespodzianek raczej nie spodziewałem się, z tym wyjątkiem, że marszałek Hołownia dostał ledwie coś ponad 5% głosów. Zdecydowanymi faworytami byli Trzaskowski i Nawrocki z niezbyt dużą różnicą. Nie poszedłbym na drugą turę, gdyby nie Moniczka. Oczywiście,...